Ostatniego dnia maja przeżyłam prawdopodobnie jeden z najciekawszych dni w roku 2014, który zakorzeni się gdzieś głęboko i nie pozwoli długo o sobie zapomnieć. Piękna, słoneczna pogoda, 25 stopni na liczniku i podróż do Irlandii. Prosto do Dublina. Dokładniej do Phoenix Parku gdzie w dniach 29 maja- 2 czerwca odbywał się Bloom Festival. Największe wydarzenie w Irlandii związane z architekturą krajobrazu, ogrodnictwem oraz… kulinariami! Mniam! Dla mnie połączenie idealne!
Od 2009 roku, co roku jeździłam na Chelsea Flower Show. Jest to największe na Świecie wydarzenie w branży architektury krajobrazu. Jestem przekonana, że dla każdego architekta krajobrazu odwiedzenie tej wystawy choć raz w życiu, to absolutna konieczność. W tym roku odpuściliśmy sobie naginanie czasoprzestrzeni, by wygospodarować kilka, wolnych dni na wyprawę do Londynu. Decyzję tę ułatwił nam wielki zawód po zeszłorocznej, setnej wystawie, na której nie pojawiło się nic nowego, co utkwiłoby na dłużej w naszej pamięci.
„Bloom Festival” jest organizowany od 2007 roku w Dublinie, w parku Phoenix na przełomie maja i czerwca. Relacje z poprzednich lat wzbudziły we mnie sporą ciekawość. Korzystając z pięknej pogody, postanowiłam wybrać się do Dublina. W związku młodocianym wiekiem Bloom Festiwalu, podchodziłam do niego bardzo sceptycznie. Poza tym, czy taki festiwal może choć trochę dorównywać Chelsea Flower Show?! Po przekroczeniu bram festiwalowych śmiało twierdzę, że TAK!
Wydarzenie to, jest przede wszystkim dla całej rodziny, dla ludzi w każdym wieku, o różnych zainteresowaniach. Połączenie wystawy ogrodniczej z kiermaszem jedzenia jest strzałem w dziesiątkę. No bo co się idealnie łączy z miłymi chwilami spędzonymi w ogrodzie, jak nie pyszne jedzenie?! Teren festiwalu obejmuje powierzchnię ok. 4 hektarów i jest podzielony na kilka sektorów, w których znajdowało się 30 ogrodów pokazowych, 120 wystawców z produktami spożywczymi, stoiska z rękodziełem, pawilony z roślinami oraz pokazami florystycznymi, łąka piknikowa z namiotami, w których były pokazy mody i nauka gotowania na żywo. Do tego koncerty, degustacje, nauka wikliniarstwa, kowalstwa artystycznego, prezentacje najnowszych sprzętów ułatwiających prace w ogrodzie, zagrody ze zwierzętami, ekspozycje z małą architekturą ogrodową, wielki plac zabaw i wiele innych atrakcji porozrzucanych po całym obszarze festiwalu.
Przy wejściu na teren festiwalowy witają nas Ogrody Pocztówkowe. Są to niewielkie, ok. 2,5 m2 ogródki pokazowe wykreowane z myślą o temacie, który na długo ma nam utkwić w pamięci, czy przypominać o jakimś wydarzeniu lub miejscu. Obok znajdował się duży ogród pokazowy The Garden Of Sculptures zaprojektowany przez Ingrid Swan oraz Ruth Liddle. Zaprojektowany został w celu uświadomienia publice, tego jak ważne są rzeźby w ogrodzie bez względu na jego wielkość oraz styl. Dostał on złoty medal w kategorii ogrodów koncepcyjnych, czyli takich, które mają swoje konkretne przesłanie.
Kilka kroków dalej stał wielki pawilon, który był podzielony na trzy sekcje. Pierwsza, to wystawy szkółkarzy, gdzie od razu możemy zakupić rośliny bez czekania na ostatni dzień wystawy (czyli dzień wyprzedaży, jak to ma zwykle miejsce przy tego typu wydarzeniach). W środkowej części namiotu prezentowane były elementy wyposażenia do domu oraz ogrodu, a w ostatniej, kompozycje kwiatowe, jak również pokazy florystyczne zorganizowane przez najlepszych florystów w Irlandii.
Opuszczając pawilon z roślinami, wkroczyłam w strefę małej architektury ogrodowej, roślin oraz sprzętów ogrodniczych. Cuda! Kamienne donice, fontanny, metalowe huśtawki, lampy, ławki i … kurniki.
Kolejny sektor, to ogrody pokazowe zaprojektowane przez znanych w Irlandii projektantów ogrodów. Sponsorowane przez firmy budowlane, telekomunikacyjne, fundacje charytatywne, sieci sklepów spożywczych oraz większe i mniejsze, lecz rozpoznawalne marki. Rozbieżność w stylach, wykorzystaniu materiałów, nasadzeniach roślinnych, kolorów była przeogromna. Zestawienia nasadzeń roślinnych w większości ogrodów mnie nie powaliły, ale całokształt niektórych z nich był imponujący. Ogrody pokazowe były nagradzane w czterech kategoriach. Ogrody koncepcyjne, wspomniane wyżej, ogrody małe, średnie oraz duże. Zwycięzcą w kategorii ogrodów koncepcyjnych był Messenger zaprojektowany przez Paul Doyle’a. Jego kolorystyka i tekstury były w piękny i delikatny sposób ze sobą połączone, przez co można było go podziwiać godzinami. Mały, zwycięski ogród należał do ” Facing South: Talbot Botanic Collection at Malahide Castle and Gardens” zaprojektowany przez Paul Foley’a.
W Kategorii ogrodów średnich pierwsze miejsce oraz złoty medal otrzymał ogród „You Talk I’ll Listen” zaprojektowany przez Andrew Christopher’a. Ogród ten powstał dzięki fundacji
Samaritans, która wspiera ludzi z problemami mentalnymi. Ogród został ukształtowany w formie pokoju, w którym się relaksujemy i odcinamy od perypetii życia codziennego. Możemy również zaprosić ludzi, by usiedli w rogach ogrodu i wysłuchali naszych problemów.
W kategorii ogrodów średnich został przyznany dodatkowy złoty medal dla ‘Idir’ (Dha Shaoil) / Between Two Worlds supported by John West” zaprojektowany przez
Deirdre Pender. Kompozycja roślinna w tym ogrodzie była najpiękniejszą, jaką do tej pory widziałam. Delikatna, dzika i tajemnicza przez połączenie roślin naturalnie występujących w Irlandii. Całość cudownie prezentowała piękno przyrody tego kraju.
W kategorii dużych ogrodów zwycięzcą był „Renault ZOE: City Life Garden” zaprojektowany przez Kevina Dennisa. Tematyka ogrodu poruszała problemy ochrony środowiska. Był to nowoczesny ogród miejski, przyjazny dla natury. Przedstawiał on również oddziaływanie roślinności na zdrowie i samopoczucie użytkowników. Zwycięzcą dodatkowego, złotego medalu był ogród ”Wellbeing Wetlands” zaprojektowany przez Alan Rudden’s i Davida Ryan’a. Ogród przedstawia północnoamerykańską farmę żurawiny w nowoangielskim stylu. Bardzo interesująca kombinacja 🙂
Opuszczając sektor z ogrodami pokazowymi, wkroczyłam na duży dziedziniec otoczony wysokimi murami. Jest to Victorian Kitchen Garden, który powstał w 1838 roku. W 2006 roku został oddany do renowacji. Przestrzeń podzielona jest na grządki, na których uprawiane są przeróżne odmiany ziół, warzyw, bylin oraz krzewów owocowych. Możemy tu znaleźć wszystko to, co w przyjemny sposób podrażni nasze podniebienie. Zestawienie niektórych roślin robi imponujące wrażenie. Kolejny dowód na to, że jagodniki czy warzywniki nie muszą być nudne.
Następnym, a zarazem największym sektorem była strefa duchowej oraz cielesnej przyjemności, czyli łąka piknikowa. Obszar ten był wyposażony w namioty pokazowe, w których prezentowane były najnowsze kolekcje irlandzkich projektantów mody, nauka gotowania oraz lokalne zespoły muzyczne. Co kilka kroków stała budka z jedzeniem. Od grillowanych steków przez makaron po kantońsku do włoskich specjałów. Wszędzie rozchodziły się zapachy poruszające nawet najbardziej wybrednych smakoszy.
Zbliżając się do wyjścia, wkroczyłam w strefę rękodzieła, w której można było nabyć wiele przydatnych umiejętności. Dział ten był przeznaczony głównie dla najmłodszych. W tym miejscu dzieci mogły nauczyć się plecenia z wikliny, robienia strachów na wróble, obchodzenia się ze zwierzętami, sadzenia roślin, a nawet kowalstwa artystycznego. Pomiędzy namiotami oraz stanowiskami wystawienniczymi ustawione były zagrody ze zwierzętami, dzięki temu najmłodsi mogli zobaczyć krowę czy owce na żywo, a nie w telewizji. Co za frajda dla małolatów! Bloom Festival to frajda dla każdego, dla całej rodziny.
Jeżeli ktoś planuje urlop na przełomie maja i czerwca, to szczerze polecam wyprawę do Dublina, na Bloom Festival. Każdy znajdzie atrakcję dla siebie bez względu na wiek. Teren wystawy nafaszerowany jest ciekawostkami, smakołykami, lokalnymi produktami oraz roślinami, a to wszystko opakowane na światowym poziomie. Wstęp na wystawę kosztuje 20 euro, lecz można zakupić bilet wcześniej, przez internet i zaoszczędzić kilka euraczy. Dostępne są również dwudniowe karnety.
W związku z tym, że pogoda w Irlandii bywa kapryśna, doradzam przyjechać do Dublina na kilka dni, które będą obejmowały dni festiwalowe i wybrać się wtedy, kiedy pogoda będzie najbardziej sprzyjająca. Należy pamiętać o tym, że nad Irlandią inaczej świeci słońce. Potrafi spalić skórę w ciągu kilku minut, dlatego miejmy pod ręką kapelusze i kremy z wysokim filtrem. Przekonałam się o niezbędności tych przedmiotów na własnej skórze … chyba, że trzydniowy ból głowy był spowodowany wrażeniami z wystawy.
Więcej zdjęć:
